Samospełniające się przepowiednie?

Tylko u nas! Grzegorz Braun: Samospełniające się przepowiednie?Postpeerelowska bezpieka nie po raz pierwszy straszy nas terrorystami. Oto w telewizyjnym okienku jednego z najważniejszych internetowych portali propagandowo-dezinformacyjnych III RP pojawił się generał Paweł Pruszyński, by podzielić się świeżym niepokojem: „Mistrzostwa Europy w piłce nożnej i Światowe Dni Młodzieży to jedne z ważniejszych imprez przypadających w tym roku – uderzenie w takich dniach, z ich [terrorystów] perspektywy byłoby idealnym propagandowo rozwiązaniem”.

Generał Pruszyński to ciekawa postać – tyleż groteskowa w swej aparycji (różowe dodatki do ciemnego garnituru wedle najlepszych wzorców elegancji Chicago czasów Ala Capone), ile mroczna co do proweniencji. Pruszyński po studiach prawniczych w latach 70. startował do kariery jako funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa i w tej formacji nie tylko walczył z polskimi patriotami w latach stanu wojennego, ale w drugiej połowie lat 80. został podobno (tak czytam w poświęconych mu notkach w prasowych) zastępcą naczelnika Wydziału II Sztabu Generalnego, tj. sowieckiego, polskojęzycznego kontrwywiadu wojskowego. W III RP doszedł do stanowisk kierowniczych – jako szef UOP w Łodzi, a w pierwszej dekadzie XXI wieku jako wiceszef całej postpeerelowskiej bezpieki (wówczas już pod nazwą ABW). Od drugiej połowy lat 90. Pruszyński zaczął się udzielać „w polityce”, kierując m.in. klubem radnych SLD w regionalnym (łódzkim) sejmiku samorządowym. Jego karierę łączono wówczas z osobą Leszka Millera (sowieckiego i postsowieckiego aparatczyka, sekretarza kom-partii w Skierniewicach, jednego z premierów III RP). Obecnie gen. bryg. Pruszyński udziela się jako wykładowca Społecznej Akademii Nauk (sic!), by od czasu do czasu uaktywnić się w taki właśnie sposób, jak ostatnio. To właśnie on przed ponad rokiem pochwalił się sukcesem ABW w „neutralizacji zagrożenia terrorystycznego” na Boże Narodzenie 2003 r., kiedy to w odwecie za udział naszych żołnierzy w „operacji pokojowej”, tj. wojnie w Afganistanie szykowano rzekomo serię zamachów na kościoły w całej Polsce.

Zacytowany wyżej występ Pruszyńskiego nie dawałby może aż tyle do myślenia, gdyby nie jego zastanawiająca synchronizacja z wygłoszonym gdzie indziej, a jakże podobnym w treści proroctwem. Oto w ostatnich tygodniach kierownictwo Europejskiego Kongresu Żydowskiego z przewodniczącym Mosze Kantorem na czele złożyło wizytę prezydentowi Rosji – to spotkanie na szczycie, w Polsce bodaj nigdzie nie odnotowane, zostało dość obszernie zrelacjonowane przez prasę rosyjską i żydowską, które obszernie cytują oficjalne wystąpienia Putina i Kantora. Ten ostatni zakomunikował, ni mniej ni więcej, że sytuacja Żydów w Europie jest „najgorsza od czasów II wojny światowej” i Żydzi nigdzie „nie czują się bezpiecznie”. Dlaczego? Prezes Kantor wskazał bardzo konkretne źródło zagrożenia: oto rezuni islamscy (ISIS) w Mosulu weszli w posiadanie kilkudziesięciu kilogramów materiałów rozszczepialnych i w związku z tym grozi nam niehybnie zamach z wykorzystaniem „brudnej bomby”. Pan Mosze Kantor – postać sama w sobie fascynująca – jest sowieckim Żydem, który doszedłszy do znacznych wpływów i pieniędzy jeszcze za Jelcyna, teraz już kolejną kadencję przewodzi Europejskiemu Kongresowi Żydowskiemu. Otrzymał szereg najwyższych odznaczeń – ostatnio np. „Legię Honorową” od prezydenta Hollanda. Jego aktywność nie ogranicza się jednak do, by tak rzec, standardowego „walczenia z antysemityzmem” – pan Kantor konsekwentnie plasuje bowiem problemy Żydów w szerokim planie zagadnień natury geostrategicznej, domagając się od przywódców całego świata współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa. Na liście rozlicznych zajęć i aktywności pana Kantora zwraca uwagę m.in. przewodzenie Europejskiej Radzie ds. Tolerancji i Pojednania, ale też Międzynarodowemu Luksemburskiemu Forum dla Zapobieżenia Katastrofie Nuklearnej (sic!). Nie wypada lekceważyć intuicji ludzi tak nietuzinkowych jak pan przewodniczący Kantor czy pan generał Pruszyński. Czy należy ona do kategorii samospełniających się przepowiedni? Na wyjaśnienie wypadnie nam zaczekać zaledwie pół roku, kiedy to z początkiem lata nastąpi sekwencja odmiennych w charakterze, ale znaczących w wymiarze publicznych zdarzeń: Mistrzostwa Europy w piłce nożnej (10 czerwca – 10 lipca), manewry NATO o kryptonimie „Anakonda” z dyslokacją kilkunastu tysięcy żołnierzy armii USA do Europy Środkowej (7-17 czerwca), szczyt NATO w Warszawie (8-9 lipca), Światowe Dni Młodzieży w Krakowie i okolicach (26-31 lipca). Okoliczność dodatkowa: 4 lipca skończy się Ramadan. Jeśli więc gotowy jest już scenariusz nowego „Pearl Harbor”, czy powtórki „11 września 2001” – to skierowanie go do realizacji przewidywałbym właśnie na ten okres: przełom czerwca i lipca 2016.

Jak pilnie wszystkim europejskim i globalnym graczom potrzebny jest dobry pretekst do kolejnego „kryzysu kontrolowanego”, o tym wspominałem już niejednokrotnie. Że ten pretekst nie może być prostym powtórzeniem poprzedniego, że więc nie da się tego załatwić jakimiś banalnymi zamachami w metrze (a la Londyn czy Barcelona czy Moskwa), ani spowszedniałymi juz światowej publice napaściami na paryskie redakcje czy dyskoteki, to także zdaje się oczywiste. Aby zalegitymizować masowe migracje ludności (na skalę np. operacji „Most” z przełomu lat 80. i 90.), aby przekonująco uzasadnić powszechny stan wyjątkowy na całym kontynencie, a jednocześnie zdobyć pretekst do energicznej rozprawy z wszelkimi „ekstremizmami” (do których hurtem zaliczone zostaną przy okazji wszelkie patriotyzmy lokalne), nasi „scenarzyści” mogą potrzebować, obawiam się, czegoś znacznie „mocniejszego”.

Dla jasności zastrzegam: generała Pruszyńskiego nie traktuję bynajmniej jako eksponenta owych „scenarzystów” – jest on, jak mi się zdaje, raczej skromnym oferentem z ramienia lokalnej bezpieki, która orientując się w ogólnych zarysach scenariusza, składa publicznie propozycję współpracy – licząc na to, że jako podwykonawca (na którego nie tak znowu słono płatną lojalność można było już kiedyś liczyć – patrz: Kiejkuty), zostanie przez starszych i mądrzejszych dopuszczona do udziału w rozgrywce. I do zarządzania lokalnymi tubylcami na następnym etapie, na którym zgodnie z koncepcją Mosze Kantora: „secure tolerance” („bezpieczna tolerancja” = tolerancja mająca rozsądne granice) nie będzie już pobłażania dla żadnych „ekstremizmów”.

P.S.: Za zwrócenie uwagi na tak zastanawiające koincydencje najuprzejmiej dziękuję Panu Nikt, którego zawsze pasjonujące analizy geostrategiczne szczerze polecam Szanownym Czytelnikom.

za: http://polskaniepodlegla.pl

Dodany do Aktualności | Otagowany: , | Skomentuj

Słowo z 06.02.2016r.

Dodany do Słowo, Video | Skomentuj

Angole nadchodzą – komu z odsieczą?

Tylko u nas! Grzegorz Braun: Angole nadchodzą - komu z odsieczą?Od samego początku roku polskiemu państwowcowi nie brakuje powodów do niepokoju. Przysporzył ich niemało występ pani premier Szydło przed eurokołchozowym parlamentem. Fakt, że Polacy nie dali się tam zjeść w kaszy tak łatwo, jak mieli na to nadzieję inicjatorzy nagonki – to niestety słaba pociecha.

Niewątpliwie bowiem osiągnięty został główny i nadrzędny cel tego widowiska: oswojenie polskiej publiki z obrazem krajowych „władz najwyższych”, które niczym niesforny uczeń zobowiązane są zdawać egzamin poprawkowy przed zagraniczną komisją kwalifikacyjną. Sama pani premier tylekroć powtarzając przy tym mantrę o „europejskiej jedności” i „demokratycznym porządku”, robiła naprawdę przykre wrażenie. Nasi aktualni liderzy sądzą, jak się zdaje, że aspirowanie do roli prymusa w recytowaniu takich euro-frazesów, zagwarantuje Polsce bezpieczeństwo od strony Zachodu.

Można rozumieć tę taktykę – jeśli to tylko taktyka – ale warto zwracać uwagę na jej słabe strony. Owszem, elity Eurokołchozu pozostają w dużym stopniu zakładnikami własnej retoryki – ale wydarzenia minionego sezonu (na czele z kontrolowanym kryzysem z „uchodźcami/nachodźcami”) pokazują, jak silne jest dążenie do zmiany tego stanu rzeczy. Przywódcy państw Europy Zachodniej wyraźnie szykują się już do następnego etapu, na którym obowiązywać będą już zupełnie inne mądrości, a poprawność polityczna pozostanie narzędziem propagandowym do dyscyplinowania słabszych i bardziej naiwnych. Wszyscy szukają tylko dobrego pretekstu do wycofania się z systemowych obietnic bez pokrycia (socjalu) i ustrojowej iluzji równości (demokracji). Dostatecznym pretekstem będzie, ma się rozumieć, wojna – której oficjalne „rozpoczęcie” nie zostało wprawdzie jeszcze ogłoszone, ale faza przygotowawcza minęła już dawno, minął znany dobrze w sztuce dramaturgii „punkt bez odwrotu”. W tej sytuacji wchodzenie przez Warszawę w licytację z innymi stolicami, kto mianowicie jest bardziej „pro-europejski”, nasuwa skojarzenie z wysiłkami takiego sportowca, co nieświadom niczego prowadzi intensywny trening w dyscyplinie, która lada chwila zostanie wycofana z olimpiady.

Tymczasem na scenie krajowej trwają przygotowania do wiosennego „majdanu”. Ćwiczebne akcje „obrońców demokracji” niczego oczywiście same ze siebie nie osiągną i nie zmienią – i ich organizatorzy wiedzą to najlepiej, ale muszą przecież mieć materiał do wylegitymowania się swoim sponsorom i patronom. O sytuacji przesądzić może wyłącznie sygnał z zewnątrz – a konkretnie: z Waszyngtonu. Tak długo, jak długo Amerykanie potrzebują Polski jako karty przetargowej w swoich negocjacjach z Rosją – aktualny układ władzy ma szanse kontynuować „dobrą zmianę”. Ale to może się zmienić bardzo szybko, wręcz z tygodnia na tydzień – jeśli Biały Dom zapali zielone światło dla nowej „jeszcze lepszej zmiany”. Wówczas obóz zdrady i zaprzaństwa weźmie w żagle cały wiatr, jakim wioną na Polskę jego patroni z Moskwy i Berlina – gdzie powierzenie Żydom roli podwykonawcy już od dawna nie budzi, jak się zdaje, żadnych kontrowersji.

O pełnej realności nagłych i radykalnych rearanżacji w polityce międzynarodowej przypomniała nam ostatnio pani Hilarzyca Clintonowa, przypuszczalna lokatorka Białego Domu od następnej zimy, która podczas ostatniej debaty przedwyborczej wyraźnie stwierdziła, że nowy „reset” w stosunkach z Rosją jest niewykluczony „w zależności od tego, co Stany Zjednoczone za to uzyskają”. A co mogą uzyskać? Tego już pani Clintonowa głośno nie mówi, ale przecież wiadomo, że z perspektywy Waszyngtonu sytuacja na drugorzędnych teatrach III wojny światowej (główny teatr to oczywiście Pacyfik) jest postrzegana jako naczynia połączone: Bliski Wschód i Europa Środkowa. Co więc wytargują Amerykanie od Rosjan w tamtym rejonie – to spłacą nami. (Notabene na tę ścisłą korelację zdaje się wskazywać również oszczędny komunikat po spotkaniu min. Witolda Waszczykowskiego z imperialnym rewizorem Danielem Friedem). Niby to oczywista oczywistość – że poważne państwa, a zwłaszcza imperia nie mają „sojuszników”, tylko interesy. Ale jakoś tak się składa, że takie nieprzyjemne oczywistości upierają się ignorować i polskojęzyczne media, i polscy przywódcy – i to zwłaszcza ci żyjący internacjonalistycznymi mitami Kościuszki, Pułaskiego i Dąbrowskiego.

I oto w sytuacji tak chwiejnej, i tak niejasnej dla nas co do rozstrzygnięć – które będą wypadkową nie naszych suwerennych decyzji, ale poufnych imperialnych „resetów” – po raz kolejny ogłasza nam się jako dobrą nowinę plan wprowadzenia do Polski obcych sił zbrojnych. Od pół roku wiemy już, że armia USA dysponować będzie na naszym terytorium pięcioma „bazami sprzętowymi” – co w praktyce oznacza ni mniej, ni więcej, że będziemy mieli w kraju pięć stref eksterytorialnych, na których jurysdykcja polska będzie miała znaczenie podobne, jak przed laty w Kiejkutach. Teraz zaś dowiadujemy się, że od przyszłego roku ma w Polsce stacjonować w systemie rotacyjnym tysiąc żołnierzy Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii. Pozostając z największym szacunkiem dla niezłomnej patriotycznej postawy i niestrudzonej pracy państwowej ministra Antoniego Macierewicza, który nam tę nowinę ogłasza, trudno jednak podzielać jego w tej sprawie pogodny nastrój. Jest to bowiem wiadomość prawdziwie jeżąca włosy na głowie – każdemu, kto zdaje sobie sprawę z tego, jak długa i konsekwentnie podtrzymywana była zawsze antypolska, antykatolicka linia polityki brytyjskiej.

Pomijając już sprawy i sprawki wcześniejsze – od kiedy Londyn stał się stolicą światowej rewolucji protestanckiej, katolicka Polska była zawsze po prostu przeciwnikiem przeznaczonym do anihilacji. Tak było w wieku XVII, w dobie „potopu”, kiedy Londyn odgrywał kluczową rolę organizacyjną w pierwszych skutecznych spiskach rozbiorowych (do ról wykonawczych angażując Szwedów i Kozaków). Tak było w wieku XVIII, kiedy Londyn wprost sponsorował Prusaków, a angielski poseł Hailes w Warszawie ponaglał, byśmy dla własnego dobra oddali im Gdańsk i Toruń. Owszem, mówiąc wprost: Wielka Brytania pozostaje poniekąd per procura naszym czwartym zaborcą. Tak było w wieku XIX, kiedy Londyn stał za kolejnymi prowokacjami powstańczymi, które miały ostatecznie wytoczyć z nas krew, a jednocześnie brał na siebie rolę stróża i egzekutora interesu diaspory żydowskiej – czego prominentnym przykładem misje dyplomatyczne Mojżesza Montefiori (zięcia Rothschildów, znanego „filantropa” występującego notabene w brytyjskim mundurze). I tak było, ma się rozumieć, w wieku XX – kiedy to w dobie I wojny Anglia pozostawała czołowym przeciwnikiem polskiej niepodległości, a w dobie II wojny prowadziła od początku do końca cyniczną grę naszym interesem. Rozumiem, że mimo tych doświadczeń stojący dziś na czele narodu mężowie doszli do wniosku, że zdołają ten trend odwrócić i ustanowić dziejowy precedens – i że z sukcesem, trwale przeciągają właśnie Anglię na stronę Rzeczypospolitej? Na jakiej podstawie mniemają, że rozlokowane u nas wojska naszych tylekroć przeniewierczych „sojuszników” staną na straży polskiej racji stanu, a nie jakiejś innej?

Poza fatalnymi doświadczeniami historycznymi, jest w tej sprawie jeszcze pewna dodatkowa, całkiem współczesna okoliczność. Oto dwa lat amijają właśnie od czasu, gdy brytyjska Izba Lordów zabrała głos w sprawie tzw. „restytucji” majątku żydowskich ofiar II wojny światowej – w lutym 2014 roku, w oficjalnej proklamacji panie i panowie lordowie wyrazili przekonanie, że na Warszawę należy wywierać szczególny nacisk, aby dokonała stosownego rozliczenia z upominającymi się o to prawem kaduka organizacjami żydowskimi. Czy panowie ministrowie Waszczykowski i Macierewicz mają jakieś optymistyczne w wymowie wiadomości dotyczące dalszego biegu tej sprawy? Skąd czerpią pewność, ze obecność tysiąca walecznych Angoli na naszym terytorium będzie służyła wywieraniu należytego wrażenia raczej na Moskwie – a nie na samej Warszawie?

Myślenie życzeniowe w powiązaniu z fetyszem bezalternatywności naszych zachodnich sojuszy i sentymentów – to jest prawdziwa choroba umysłowa, która toczy polskie życie publiczne już tyle pokoleń, że czas najwyższy się z niej leczyć. Nie można podejmować dobrych decyzji, jeśli wychodzi się z fałszywych przesłanek, a w żadnej chyba dziedzinie ta prawda nie staje się tak boleśnie i tak szybko ewidentna, jak w polityce, jak to pięknie ujmował nasz wybitny dziejopis Józef Szujski, jeszcze w XIX stuleciu pisząc „o fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej polityki”. Zwłaszcza w polityce polskiej nazbyt często błędne rozpoznanie przeszłości skutkowało rozlicznymi katastrofami w życiu kolejnych pokoleń. Czyżbyśmy uczestniczyli w kolejnej takiej tragicznej powtórce?

za: http://polskaniepodlegla.pl

Dodany do Aktualności | 8 Comments

Otwarcie I Zlotu Pobudki – 30.01.2016

Dodany do Video | Skomentuj

Rządy Tuska były rządami jawnych zdrajców

Rządy Tuska były rządami jawnych zdrajców, a Lech Wałęsa był i jest nadal podporządkowany wojskowej bezpiece – mówi były kandydat na prezydenta Grzegorz Braun w wywiadzie, w którym pytania zadawali czytelnicy Polskiego Piekiełka.

1. Krystian Kaczmarek: Chciałem zapytać co Pan sądzi o tym, że na łamach parlamentu europejskiego unijni politycy mają zamiar dyskutować o sytuacji w Polsce po wygranych przez PiS wyborach (ten młyn z trybunałem)? Jak to sie ma do ustawy o bratniej pomocy 1066? Czy jest możliwe że nasi zachodni sąsiedzi pod pretekstem zamachu stanu mogą wprowadzić swoje siły do Polski? Jak przed takim scenariuszem można się uchronić?

Już z samej treści pytań wynika częściowa odpowiedź: tak, owszem, Polska stoi wobec zewnętrznego zagrożenia interwencją – co byłoby spełnieniem oczekiwań wewnętrznego obozu zdrady narodowej. W całym Eurokołchozie obowiązuje „doktryna Breżniewa” motywująca wszystkich członków do działania tam, gdzie „demokracja jest zagrożona”. A u nas od dwóch lat obowiązuje ustawa 1066 legalizująca zbrojne działanie służb obcych państw na polskiej ziemi. Droga do ukonstytuowania się „kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim zarządem powierniczym” stoi więc otworem. Ostateczna decyzja należy jednak wciąż do Amerykanów – póki oni nie zapalą zielonego światła, Moskwa z Berlinem i Londynem (nasi tradycyjni rozbiorcy), ani Tel Awiw (ich chętny plenipotent) nie przystąpią do ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej. Tymczasem także i „Washington Post” pisze o „niebezpiecznym przechyle na prawo” w naszym kraju. Podstawowe pytanie na nadchodzący sezon brzmi więc: w jakie rozkazy wyposażony zostanie gen. Hodges, głównodowodzący sił USA w Europie, który za pół roku ma przybyć do Europy Środkowej z 15. tysiącami wojska (na manewry „Anakonda”) – ? Na straży czyjej suwerenności i jakiej racji stanu będzie 5 baz oficjalnie już przekazanych Amerykanom (w Łasku, Ciechanowie, Drawsku, Choszcznie i Skwierzynie) – ?

Jak się bronić? 1/ Na poziomie politycznym: w żadnym wypadku nie grać na skrócenie kadencji tego parlamentu – bo przy wszystkich wadach, może to ostatni, w którym o polskim interesie narodowym jeszcze ktoś wystąpi. Za żadne skarby nie dać się wepchnąć w wojnę (np. ukraińską). 2/ Na poziomie osobistym: nie dać się pozabijać, ani obrabować. Zadbać o bezpieczeństwo własnej rodziny – na wszelki wypadek mieć przynajmniej minimalną rezerwę kruszcową i przynajmniej jedną sprawną sztukę broni palnej pod ręką. 3/ Modlić się przykładnie, byśmy mogli na wiosnę godnie witać 1050. rocznicę Chrztu Polski, a jesienią – brać udział w jasnogórskim akcie Intronizacji.

2. Paweł Czarnecki: Panie Grzegorzu, jakby Pan rozwiązał spór o TK gdyby Pan był premierem z samodzielną większością w parlamencie?

Przede wszystkim, tu nie ma żadnego „sporu”, w sensie różnicy poglądów i wymiany argumentów – tu jest bezwzględna wojna propagandowa o wszystko. Obóz zdrady narodowej zagrożony utratą możliwości dalszego bezkarnego żerowania na otumanionym narodzie, przyzywa obcej interwencji. Ale zdaje mi się, że i bez moich rad pan superpremier-prezes Kaczyński całkiem nieźle sobie radzi :-) Jeśli gdzieś widzę poważne niedomagania, to nie w działaniach prawnych, ale w ich opakowaniu retorycznym. Istna rewia zaprzańców i agentów wszelakich mafii, służb i lóż w szeregach „obrońców demokracji” to przecież wdzięczny temat – ale zamiast demaskować przeciwników, funkcjonariusze aktualnego układu władzy pośrednio legitymizują ich przyjmując konwencję narzucaną przez „Stokrotkę” Olejnik et consortes.

3. Jakub Em: W jednym z wywiadów powiedział Pan, że pierwszą wizytą zagraniczną Pana jako Prezydenta byłby Watykan. Argumentował Pan to stwierdzeniem, że we wspólnej historii zawsze odnosiliśmy korzyści z sojuszu z Państwem Kościelnym. Proszę się odnieść w tym kontekście do kwestii Państwo Kościelne a Rozbiory Polski oraz do sprawy Żołnierzy Wyklętych w kontekście porozumienia PRL-Kościół z 1950 roku, szczególnie punkt 8. tego porozumienia.

Proszę zauważyć, że do takich pożałowania godnych aktów dochodziło w sytuacjach, w których Kościół sam stawał się najpierw ofiarą bezwzględnych ataków – rabunków, rzezi, kłamliwej propagandy i perfidnej infiltracji. Kulminacją takich działań wymierzonych w Tradycję i autorytet Stolicy Apostolskiej w XVIII w. jest zniszczenie Towarzystwa Jezusowego (zakonu jezuitów), a następnie horror rewolucji; w XX w. to wojna wydana katolicyzmowi przez socjalizm międzynarodowy i narodowy. W II wojnie światowej polski kler katolicki był grupą zawodową ponosząca największe straty (nie licząc oficerów zawodowych): ginie częściej niż co piąta osoba konsekrowana, a więzienie i inne formy prześladowania cierpi prawie połowa księży i zakonników. Po czym przychodzi metodyczna praca polskojęzycznych sowietów na odcinku „walki z reakcyjnym klerem”. Proszę się nie dziwić, że po takiej masakrze i obróbce propagandowej może występować wśród ludzi Kościoła pewien deficyt odwagi i roztropności. Podane przez Pana przykłady powinny nas tym bardziej mobilizować do tego, by zawsze i wszędzie stawać w obronie Papiestwa. Bo to Tradycja katolicka jest istotnym generatorem naszej cywilizacji – której specyfika leży w tym m.in., że jej dobrodziejstwami mogą się cieszyć wszyscy, niezależnie od tego, jak blisko im do Kościoła. Dbajmy więc o ten generator. Dziś to jest przede wszystkim wyzwanie materialne: wykupić naszych kapłanów z „niewoli babilońskiej” (dotacje eurokołchozowe, pensje dla katechetów etc.) – aby mogli spokojnie czynić to, czego bez nich znikąd mieć nie będziemy (rozgrzeszenie i przeistoczenie) i aby mogli odważnie głosić Ewangelię, z której wyrastają dwa filary naszej cywilizacji: rozdział władzy świeckiej i duchownej (Bogu co Boskie, cesarzowi co cesarskie) i kategoria naszego bliźniego (wyłożona w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie) – bez tego tkwilibyśmy w barbarzyństwie i ciemnocie prawa plemiennego z jego rasistowskim przesądami.

4. Krzysztof Kozłowski: Ideały w polityce często weryfikuje potrzeba skuteczności. Mimo tego w jakich kwestiach polski polityk powinien być jednak bezkompromisowy?

WIARA, RODZINA, WŁASNOŚĆ – to są trzy sfery wartości, których bezpieczeństwo jest podstawowym wyznacznikiem wartości każdego państwa i patriotyzmu każdego polityka.

5. Kacper Kujawski: Czy uważa pan że w obecnych realiach geopolitycznych jest realne utworzenie intermarium – ta perspektywa jest ostatnio trendem w myśli amerykańskiej polityki zagranicznej jako osłabienie tandemu Rosja – Niemcy.

Nie tylko realne, ale i docelowo konieczne. Rzecz w tym, kto będzie tym międzymorzem rządził? Czy będzie to rzeczywista reaktywacja Wielkiej Rzeczypospolitej (czego nieodzownym momentem musi być podniesienie Korony polskiej), czy też ukonstytuowanie się „kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim zarządem powierniczym” od Odessy, Konstancy i Kiszyniowa do Wrocławia i Szczecina – ? Uwaga: sytuacji nie ułatwia fakt, że to drugie będą nam zapewne sprzedawać właśnie w opakowaniu propagandowym „polityki jagiellońskiej” – wmawiając przy tym naiwnym słuchaczom, że jej istotą jest rzekomo „wielokulturowość”. Pamiętajmy więc, że „wielokulturowość”, owszem, w sensie respektowania staropolskich reguł nieingerencji państwa w sprawy prywatne: „wolnoć Tomku, w swoim domku”. Ale co innego sprawy publiczne, w których rządzić będą albo zasady cywilizacji łacińskiej wywiedzione z katolickiego personalizmu, albo kolektywistyczny trybalizm.

6. Ola La: Panie Grzegorzu, skoro wiemy już jak jest i dokąd to, co się dzieje, może nas ewentualnie zaprowadzi
– które kraje wg Pana możemy uważać za swoich sprzymierzeńców? Czy takie w ogóle istnieją ? A może to błędne myślenie i nie powinniśmy szuka żadnych ‘sprzymierzeńców’, a po prostu solidnych biznesowych partnerów, którzy umożliwią nam napędzanie polskiej gospodarki ?
Pozdrawiam serdecznie i z całego serca życzę powodzenia.

Wzajem, wzajem. Przy okazji: wszystkim Sz. Korespondentom wszystkiego najlepszego życzę – z Bogiem w nowy rok 2016!
Wszelkie przymierza, ma się rozumieć, muszą być oparte na wspólnocie interesów. Róbmy więc dobre interesy z kim się tylko da. Zastrzegam, że moje suygestie nie zakładają gwałtownego zrywania jakichkolwiek kontaktów, które już działają. Ale trzeba wszystko widzieć we właściwych proporcjach. Warto np. zauważyć, że jeśli już o interesy chodzi, to np. z USA mamy wymianę handlową na tym samym poziomie, co z Belgią – więc, z całym szacunkiem, nie tu jest klucz do naszego wzrostu gospodarczego. Gdzie go zatem szukać? Przede wszystkim: znieść żelazną kurtynę, którą pod dyktando UE i USA utrzymujemy na naszej wschodniej granicy – należy do tego dążyć ze wszystkich sił, a przemawiają za tym wszelkie względy ekonomiczne i geostrategiczne. Mówiłem o tym wielkokroć, nie powtórzę tu kompletnej argumentacji – ale w najbliższym otoczeniu to Białoruś (!) jest ostatnim otwartym jeszcze dla nas oknem możliwości. Jeśli mamy kiedyś doprowadzić do nowego otwarcia w kontaktach z Moskwą – to właśnie via Mińsk. Oczywiście prezydent Łukaszenka musiałby najpierw zobaczyć, że ma w Warszawie z kim rozmawiać – co po latach odrzucania wszelkich ofert z jego strony i retransmitowania przez nas na Wschód demokratycznego frazesu nie będzie wcale takie oczywiste. Oczywiście jest Budapeszt. Ale trzeba budować dłuższą oś: droga do Mińska wiedzie być może przez Ankarę z jednej, a Sztokholm z drugiej strony. Aby obronić nasza suwerenność musimy szukać wyjścia z pułapki geopolitycznej w jakiej tkwimy od stuleci. Pilnie należy zacząć wykorzystywać wszelkie możliwości w relacjach handlowych z Chinami. Obsługa europejskiej końcówki „nowego szlaku jedwabnego” to wspaniała perspektywa – nic dziwnego, że wszyscy inni chcieliby czerpać z tego profity (to nb podstawowa współczesna przesłanka koncepcji „kondominium” na naszym terytorium).

7. Michał Sykutera: Jakie postaci miały największy wpływ na Pańskie myślenie o polityce?

Moi dziadkowie – Wincenty Sebastian Reklewski (1875-1939), ojciec mamy, oraz trzej Braunowie: Juliusz (1904-1990), ojciec mojego taty i dwaj jego bracia, Kazimierz (1899-1920), i Jerzy (1901-1975). Uwaga: „wpływ na myślenie” nie oznacza bynajmniej bezkrytycznego naśladownictwa – raczej stałe zaangażowanie w spór międzypokoleniowy 😉

8. Michał Sykutera: Jakie trzy zmiany są Polsce najbardziej potrzebne?

1/ Wykreślenie z Konstytucji art. 220, który obliguje rząd warszawski do coraz głębszego zadłużania się u międzynarodowych lichwiarzy.
2/ Broń niekonwencjonalna dla Wojska Polskiego i przynajmniej jedna sztuka broni palnej w każdym szanującym się polskim domu.
3/ Intronizacja Chrystusa Króla Polski – tj. uznanie przez władze państwowe najwyższego zwierzchnictwa Króla Królów. Trzeba prosić o błogosławieństwo – bo inaczej go nie będzie. Pan Bóg szanuje wolną wolę, którą nas sam obdarzył. Jeśli upieramy się opierać nasze życie publiczne na zasadach laickiego republikaniuzmu – nie liczmy na zbawcze cuda. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.

9. Pirat Karmazynowy: Panie Grzegorzu, czy nie wydaje się Panu, że sztuczne wywołanie fali nachodźczej, to nie tyle próba islamizacji Europy, co pierwszy etap likwidacji państw narodowych, poprzez całkowitą ich pacyfikację? Budzenie się ruchów narodowościowych w zagrożonych przez Islam państwach prowadzi do zamieszek. Im większe zagrożenie, tym większa agresja ze strony, autochtonów. Dla dobra obywateli, obywatelom odbierze się ich prawa (Francja zrobiła pierwszy krok w tym kierunku) i rządy zjednoczone pod niebieską flagą będą mogły wprowadzić jeden dla wszystkich zamordyzm. Rozbraja się nas przecież nie bez powodu. Wszystko jest po coś.

Nic dodać, nic ująć.

10. Jan Fiedorczuk (Polskie Piekiełko): Platforma Obywatelska rządziła naszym państwem 8 lat, a wraz z jej przegraną kończy się pewna epoka w polskiej polityce. Czy mógłby Pan wskazać najważniejsze aspekty „ery Tuska”, które będą miały swoje następstwa w przyszłości? Które decyzje podjęte przez rząd w latach 2007-2015 były najważniejsze, za które należy pociągnąć polityków do odpowiedzialności, czy dostrzega Pan jakieś plusy tych rządów?

Istotą tych rządów była konsekwentna rezygnacja z polskiego interesu narodowego, dalsza abdykacja z suwerenności i konformizacja wobec dyktatu zewnętrznego. A wewnętrznie głównym imperatywem działania było po prostu zabezpieczanie interesów bezpieczniackich klik, które wykreowały i uplasowały w fasadzie „demokratycznych rządów” ich wszystkich: Komorowskiego, Tuska, Sikorskiego, Kopacz, Schetynę, Pawlaka et consortes. Całą sytuację ogniskuje oczywiście sprawa zamachu warszawsko-smoleńskiego 10 kwietnia 2010 r. Ale nie zapominajmy też o gorącej linii od Merkel do Tuska. Wspomnijmy hołd berliński Sikorskiego w 2009. Pamiętajmy o sesji wyjazdowej rządu w Jerozolimie w roku 2011. O zdradzie gazowej Pawlaka w 2010. Trzeba by, owszem, rozliczyć wszystkie „afery”, które były w istocie normą tych rządów. Ale szczegóły nie powinny przesłaniać najważniejszego: to były po prostu rządy jawnych zdrajców i zaprzańców. Oby nasze państwo wzmocniło się na tyle, byśmy ich w dobrym zdrowiu mogli zobaczyć przed sądami – jak sypią siebie nawzajem.

11. Stanisław Hyrnik (Polskie Piekiełko): Co powinien robić zwykły Kowalski, by poprawić sytuację?

Tu już nie chodzi o jakąś względną „poprawę sytuacji”. Chodzi o przetrwanie narodu i jego suwerenny byt na własnym terytorium. Każdy Polak niechaj najpierw zatroszczy się o bezpieczeństwo własnej rodziny (patrz: odpowiedź na pierwsze pytanie). A jeśli ma jeszcze dość sił i środków na zaangażowanie publiczne, zapraszam do „POBUDKI”: www.poubudka.org – proszę o zaangażowanie w akcję „BUDZENIA ŚPIĄCYCH RYCERZY” i realizację programu: KOŚCIÓŁ – SZKOŁA – STRZELNICA – MENNICA.

12. Stanisław Hyrnik (Polskie Piekiełko): Lech Wałęsa zakończył przeprowadzany przez Pana wywiad słowami „Jak może śmieć pytać mnie o takie rzeczy?” (takie, czyli kwestię współpracy z bezpieką). Wcześniej powiedział „hańba dla mnie i dla pana jest, że pan śmie zapytać mnie o coś podobnego.” Czy gdyby wówczas Wałęsa przyznał się do współpracy, powiedział publicznie „tak, współpracowałem. Przepraszam.” dzisiaj Polska wyglądałaby inaczej, czy były prezydent padłby ofiarą „seryjnego samobójcy”?

Lech Wałęsa (dla starych znajomych z Trójmiasta: Wałek) ma na sumieniu znacznie gorsze sprawy – z czego nie zdawałem sobie sprawy 10 lat temu zadając mu pytania o sprawę „Bolka”. Współpraca z SB w ll. 70. była faktycznie tylko skromnym epizodem w porównaniu z całożyciową lojalnością wobec bezpieki wojskowej, z która pierwsze kontakty nawiązał odbywając zasadnicza służbę wojskową w l. 60., a wobec której lojalny pozostaje do dziś. Zakłamanie jego biografii jest niewątpliwie jednym ze zworników systemu III RP i chwila szczerości Wałęsy mogłaby istotnie zagrozić szerszemu układowi. Gdyby to ode mnie zależało, zaproponowałbym Wałkowi status świadka koronnego

Dodany do Aktualności | 10 Comments

Słowo z 08.01.2016r.

Dodany do Słowo, Video | 1 Comment

Życzenia świąteczne AD 2015

Dodany do Video | Skomentuj

Powstanie Listopadowe. Jak było naprawdę? – Debata Czubaty – Braun

Dodany do Video | 17 Comments

Odpowiedzi na pytania w trakcie spotkania „Geopolityka polska 2015/2016

Dodany do Video | 13 Comments

O sędziach Trybunału Konstytucyjnego

Dodany do Video | 45 Comments