Szanowni i Drodzy Państwo…

 

– Członkowie i Sympatycy Społecznego Komitetu poparcia kandydatury niżej podpisanego w wyborach prezydenckich AD 2015,

Dziękuję za wyrazy poparcia i solidarności, jakich wiele otrzymuję zwłaszcza w ostatnich dniach. Naglące wiadomości od Was docierają do mnie za Atlantykiem – gdzie na zaproszenie naszych rodaków z Kanady i Stanów Zjednoczonych mam nie tak częstą ostatnio w kraju okazję prezentować efekty moich prac filmowych, a także dzielić się refleksją natury historyczno-politycznej. Nie mogąc zatem dziś osobiście uścisnąć Waszych dłoni – drogą listowną dziękuję za wyrażoną w tak szczególny sposób pozytywną ocenę mojej dotychczasowej aktywności publicznej. W istocie nie chodzi tu jednak ani o mnie – ani, z całym szacunkiem, o Was. Chodzi o tysiącletnie państwo i naród polski, których losy ważą się dziś po raz kolejny. Dlatego Wasz projekt traktuję z należytą powagą, Waszą propozycję przyjmuję jako zaszczyt – i niniejszym oddaję się w tej sprawie do Waszej dyspozycji.

Nie jestem demokratą – wiecie o tym dobrze. A jednak jako polski państwowiec gotów jestem wraz z Wami podjąć próbę, być może ostatnią, wykorzystania demokratycznej procedury do wywarcia istotnego wpływu na rzeczywistość polityczną w naszej ojczyźnie. Państwo polskie pozostaje bowiem zawsze najlepszym, choć nigdy nie doskonałym narzędziem zabezpieczenia wolności i pomyślności Polaków. A dziś właśnie sama możliwość i potrzeba istnienia niepodległej Polski jest tak powszechnie kwestionowana – i to zarówno przez dobrze znanych nieprzyjaciół zewnętrznych, czy słabiej rozpoznanych wrogów wewnętrznych, ale także – o zgrozo – przez tych spośród nas, którzy ostatecznie upadli na duchu. Najwyższy czas powiedzieć jasno: istnienie suwerennego państwa polskiego jest nie tylko możliwe, ale i konieczne – jeśli na naszym terytorium ocalona ma zostać cywilizacja łacińska, do której marnotrawnych synów (resp. córek) mimo wszystko się zaliczamy.

Działaniom podejmowanym w najbliższym czasie dawać powinna właściwą perspektywę zbliżająca się wielkimi krokami 1050. rocznica Chrztu Polski. Jeśli chcemy przenieść w przyszłość to święte i piękne dziedzictwo – nie możemy ignorować palącej potrzeby przywrócenia Polakom utraconych, rozkradzionych i zapomnianych skarbów naszej cywilizacji – tej cywilizacji, która potęgą Korony Polskiej promieniowała na okoliczne narody i całą Europę Środkową. Jeśli Polacy mają wypełnić swą misję dziejową, trzeba przywrócić im przede wszystkim wolność (nie mylić ze „swobodami” gwarantowanymi w Eurokołchozie) – i to zarówno w sferze gospodarczej, jak i politycznej, czy kulturalnej. Musimy wyegzekwować prawo bycia gospodarzami we własnym kraju – czego wszak nie będzie bez zabezpieczenia życia, rodziny, własności. Tylko one stanowić mogą trwały punkt oparcia w walce z monopolistycznym przymusem, z nieuczciwą konkurencją, ze zmowami kartelowymi – niezależnie od tego, czy inicjowanymi przez rodzime, czy obce rządy, korporacje, służby, mafie, czy loże.

Jestem w tej walce z Wami – i liczę, że Wy dalej będziecie ze mną.

za: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1002548189772832&id=973776299316688

Dodany do Aktualności | 10 komentarze/y

Jazgot rozpoczęty!…

Jazgot rozpoczęty! Kto i dlaczego drży przed Grzegorzem Braunem? …czyli kto i dlaczego drży przed GB?

To było do przewidzenia. Jak tylko Grzegorz Braun oficjalnie potwierdził swoją kandydaturę w tegorocznych wyborach prezydenckich, natychmiast posypały się gromy. Strach potężny, bo oto wyrazisty, ze wspaniałym dorobkiem reżyser i publicysta, cieszący się ogromną sympatią wśród Polaków zgodził się ich reprezentować, nie pytając przy tym o zgodzę bezpieczniaków.
Panika wybuchła więc ogromna. Coś tu się komuś wymknęło spod kontroli (sic!). Kandydat, którego wybrali sami Polacy, a nie jakaś fundacja sterowana przez finansistę Sorosa, lub inne, bliżej nieokreślone organy z centralą w Waszyngtonie, Tel Awiwie, Brukseli, Berlinie czy Moskwie…

Polacy mają wreszcie SWOJEGO Kandydata!!! Człowieka z krwi i kości, który od wielu lat jeździ po kraju z prelekcjami i pokazami swoich filmów. Spotyka się z Rodakami nie tylko w Ojczyźnie, ale także poza jej granicami. Rozmawia z nimi, zna ich problemy, potrzeby, troski. I to właśnie sami Polacy poprosili Grzegorza Brauna o to, aby reprezentował ich w wyścigu o najwyższy urząd w państwie.

Sytuacja wygląda następująco. W Polsce panuje chaos, który wpisuje się pewien „porządek” narzucony przez bezpiekę wrogą samym Polakom. Wszystko – łącznie z tzw. opozycją – jest  ustawione i sterowane przez reżim. Kto jeszcze nie widział, niech koniecznie zapozna się z cyklem „Transformacja. Od Lenina do Putina” w reż. Grzegorza Brauna. W obrazie tym przedstawione są zabiegi, które pozwoliły sowietom utrzymać pełną kontrolę nad społeczeństwem. Analogiczne metody są stosowane w Polsce do teraz (sic!). Właśnie dlatego tak nienawidzą Brauna. Jego filmy ukazują, jak za pomocą rozmaitych technik manipulacji pogrywano milionami istnień ludzkich. I nie jest to historia zamknięta, ponieważ -€“ jak zauważył sam reżyser – transformacja się nie kończy. Do tego dochodzą analizy Brauna dotyczące budowy JudeoPolonii, w wizji której Polska zostaje oddana pod władanie Żydom. Trafnych diagnoz tego reżysera i publicysty nie sposób pokonać na argumenty, co powoduje jeszcze większą panikę w obozie wroga. Dlatego przy okazji tej wyjątkowej kandydatury warto obserwować panujący wokół jazgot. Im ktoś więcej grzmi, tym mocniej wpisuje się w mechanizmy, które Braun tak wyraźnie demaskuje w swoich filmach, publicystyce oraz wystąpieniach.

Oficjalni ujadacze dzielą się na trzy podstawowe grupy: 1. wychowankowie „Gazety Wyborczej”; 2. namaszczona przez reżim tzw. opozycja, czyli pseudo-prawica; 3. pożyteczni idioci, również pseudo-prawica.

Reprezentanci tej pierwszej koncentrują się głównie na wyrwanych z kontekstu wypowiedziach Grzegorza Brauna, aby ukazać go jako człowieka wyjątkowo niebezpiecznego. Klasycznym tego przykładem jest wypowiedź reżysera z 2012 roku, kiedy podczas dyskusji w Klubie Ronina powiedział, że w Polsce nic się nie zmieni na lepsze jeśli nie zostaną przykładnie ukarani zbrodniarze, którzy dopuścili się zdrady stanu. W efekcie całą wypowiedź przekręca się tak, by to właśnie Brauna przedstawić jako zbrodniarza. Nie jest więc zaskoczeniem, że także i teraz pojawiły sformułowania typu: chciał strzelać do dziennikarzy, teraz startuje w wyborach prezydenckich.

Drugi model, to straszenie „ruskim agentem”. Prym wiedzie tutaj sterowany przez Tadeusza Grzesika (kimkolwiek on jest?) portal Fronda.pl. Model ten – w moim odczuciu – jest jeszcze bardziej obrzydliwy od pierwszego. Chodzi bowiem o sianie zamętu w środowisku patriotycznym, prawicowym i katolickim. Charakterystyczne jest tutaj przedstawianie absolutnych tez, w myśl zasady Goebbelsa: „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. I tak, zakłamana linia Frondy uparcie głosi, jakoby twórca filmów demaskujących mechanizmy sowieckiego terroru, był… na usługach Kremla.

I wreszcie trzecia grupa, najmniej obrzydliwa, ale być może najbardziej szkodliwa, czyli tzw. pożyteczni idioci. Reprezentantów tej grupy trudno podejrzewać o celowe działanie na szkodę Polski. Są to nierzadko patrioci, ale o bardzo wąskich horyzontach, w odczuciu których jedyną alternatywą dla rządów PO i ratunkiem dla Polski zarazem jest Prawo i Sprawiedliwość. Sprawa budzi o tyle niepokój, bo z jednej strony faktycznie wśród wyborców PiS-u znajdzie się spora grupa przyzwoitych Polaków, z drugiej jednak wielka szkoda, że tak zaślepionych i niepotrafiących wyciągać wniosków z dotychczasowych posunięć swojej ukochanej partii. Wystarczy wspomnieć popieranie Traktatu Lizbońskiego; sympatyzowanie z masonerią i Izraelem; socjalistyczny program, usłużność względem Waszyngtonu; zmarnowane dwa lata, kiedy byli przy władzy; bierność i nijakość, kiedy są opozycją; popieranie neobanderowców na Majdanie; kompromisowe podejście do spraw eugenicznych: in vitro, aborcja; itd., itp…

Trzecią grupę obrazuje tekst Aleksandra Majewskiego, opublikowany na łamach portalu wPolityce.pl pt. „Bój o 1 procent rozpoczęty! Do walki włącza się Grzegorz Braun. Chocholi taniec o względy wyborców może być miniaturowym koniem trojańskim…”. Autor zastosował metodę by wykpić Brauna i zdyskredytować powagę jego kandydatury. Publikacja ta oczywiście nie dziwi, wszak została zamieszczona na łamach portalu będącego tubą propagandową partii Kaczyńskiego. A ten, jak wiemy wydał polecenie, że „prawdziwi patrioci” mają popierać Andrzeja Dudę. Tymczasem kandydatura Grzegorza Brauna zaburzyła ich dotychczasowy świat i wywołała panikę.

Do trzeciej grupy należy też zaliczyć rozmaitych Internautów, udzielających się na forach wszelakich, na których to łamach dają wyraz swojemu niezadowoleniu, że oto Grzegorz Braun rzekomo rozbija „obóz patriotyczny”, bo odbiera głosy (i tu zależy od forum) Dudzie, Kowalskiemu lub Korwin-Mikkemu. W istocie, o rozbijaniu patriotów mowy być nie może, bo wszyscy trzej kontr-kandydaci mają problem z właściwym zrozumieniem co się za tym pojęciem kryje. Bo przecież nie można być polskim patriotą tkwiąc w partii usłużnej Żydom (Duda) lub mając pogardę dla wartości katolickich (Korwin-Mikke, Kowalski).

Przed nami rysuje się zatem niesamowita walka, która bardziej niż kiedykolwiek wcześniej wykrystalizuje kto jest kim i na czyich usługach. Nareszcie mamy bowiem kandydata, którego wybrali sami Polacy, a nie postokrągłostołowe układy… Takich wyborów prezydenckich jeszcze nie było.

Agnieszka Piwar

P.s. Obserwując różne wpisy na różnych forach, czuję się zobowiązana dopisać pewne wyjaśnienie!

Marian Kowalski z pogardą wyraził się o wielkiej polskiej mistyczce, Świętej Faustynie, głosicielce kultu Miłosierdzia Bożego, mówiąc: „Wzruszamy się bredniami siostry Faustyny (…)”. Warto przy okazji przypomnieć, że Dzienniczek Świętej Faustyny jest uznawany przez katolików na świecie za arcydzieło literatury mistycznej i jest najczęściej tłumaczoną na świecie polską książką. Możemy tam przeczytać takie oto słowa, które do Świętej Faustyny wypowiedział Chrystus:Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje„.

Kowalski nie wycofał się publicznie ze swoich skandalicznych i obraźliwych słów i nie przeprosił za nie katolików.

Dodany do Aktualności | 5 komentarze/y

O wyzwaniach przed jakimi stoi Polska…

Dodany do Aktualności | 1 komentarz

Wielka księga cenzury PRL – Tomasz Strzyżewski i Grzegorz Braun

Dodany do Video | 111 komentarze/y

O Muzeum Historii Żydów Polskich

Dodany do Video | 6 komentarze/y

Życzenia Świąteczne

Dodany do Aktualności, Video | 3 komentarze/y

Czarne i złote karty polskiej historii

0
Czarne i złote karty polskiej historii

 Zapoznawszy się z zaproponowaną przez Szanowną Redakcję PCh24.pl „czarną listą” Polaków, którzy najgorzej zapisali się w historii, chętnie podzielę się paroma uwagami. Rzecz znamienna, że znaleźli się tu w większości sztandarowi zdrajcy i sprzedawczycy – z wyraźną dominantą „partii rosyjskiej” w dwóch odsłonach dziejowych: osiemnastowiecznych targowiczan (Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski, Branicki, JKM Stanisław August Poniatowski) oraz dwudziestowiecznych sowieciarzy (Dzierżyński, Bierut, Świerczewski, Gomułka, Gierek, Wasilewska, Różański).W sumie pięknie świadczy to o jednoznacznie patriotycznych zapatrywaniach Redakcji, dla których niepodległa Rzeczpospolita to najwyraźniej rzecz bezcenna. Z drugiej strony jednak, nastąpił tu pewien „przechył”, który skutkuje wyraźnym zawężeniem pola widzenia.

Przechył to wyraźnie polityczny, a pole zakreślone paradoksalnie (jak na portal o takim szyldzie) według nazbyt chyba jednak świeckich kryteriów – stąd chyba przewaga zdrajców stanu, a niedoszacowanie odstępców wiary. Skoro z czasów dawniejszych do rankingu ober-łajdaków załapali się tylko dwaj kandydaci (król Bolesław Śmiały, zabójca św. Stanisława oraz „Diabeł” Stadnicki, kacerz i rozbójnik) – to najwyraźniej niedoceniają autorzy rankingu na przykład skali zaangażowania Polaków w protestancką rewolucję. Stąd nieobecność postaci tak monumentalnej, jak Jan Łaski (młodszy) – jeden z najbardziej zasłużonych dewastatorów naszej cywilizacji, którego ze wszech miar słusznie wymienia się jednym tchem obok Lutra, Kalwina et consortes.

Na odnotowanie w panteonie niesławy zasługuje wielu więcej Polaków-odstępców – spośród Łaskich i Zborowskich, i Radziwiłłów, i Leszczyńskich. Ale przyzwyczailiśmy się to wszystko rozgrzeszać – egzaltując się jeszcze wspomnieniem „polskiej tolerancji” i konfederacji warszawskiej (1573). Ale skoro zasłużył, zdaniem Szanownych Redaktorów PCh24.pl, na potępienie Bolesław Śmiały za to, że prostodusznie zarąbał biskupa Krakowa – to czyż nie zasługuje, by mu towarzyszyć, Zygmunt Jagiellończyk zwany Starym za to, że autoryzował utworzenie pierwszego państwa protestanckiego na ziemi, czym wszak ugodził samego biskupa Rzymu? Brak śladu w naszym rankingu takich obrachunków z historią antykatolickiej rewolucji XV/XVI/XVII w.

Podobnie uderzający jest brak najskromniejszej bodaj reprezentacji XIX-wiecznych kondotierów światowej rewolucji, którzy – jak np. Jarosław Dąbrowski, Edward Dembowski, czy Szymon Konarski – z pozoru nigdy Polski nie zdradzili, ba, podobno nawet ginęli za nią (w istocie tak samo „za Polskę”, jak Che Guevara za Boliwię). To oni prostowali ścieżki towarzyszowi Dzierżyńskiemu – zasługują więc chyba, by obok niego figurować na czarnej liście? To wśród nich właśnie, wśród polskich towarzyszy Marksa, Saint-Justa i Robespierre’a szukajmy kandydatów do poszerzonej wersji naszego rankingu.

Agentura innych stolic

Dalej, skoro tak silnie reprezentowana jest tu „partia ruska” lat Sejmu Wielkiego i Insurekcji kościuszkowskiej, wypada upomnieć się o „partię pruską” i „francuską” tamtej epoki. Skoro jest na liście (i słusznie) nieszczęsny Szczęsny Potocki, niechaj nie zabraknie tam obu jego kuzynów: Ignacego i Stanisława Kostka Potockich.

Czymże bowiem gorsze jest zaprzaństwo Szczęsnego w Petersburgu od antyszambrowania Ignacego Potockiego w Berlinie? Czymże gorsze knucie targowiczan z Moskalami w Brześciu i Grodnie od spiskowania zbankrutowanych „Przyjaciół Konstytucji” z Francuzami-jakobinami w Dreźnie i w Paryżu? Fakt, że historiografia poznać mogła tylko ujawnioną za Insurekcji „listę płac” ambasady rosyjskiej w Warszawie, nie oznacza, że nie miały analogicznych budżetów korupcyjno-agenturalnych inne ambasady…

A skoro trafił na listę żałosny król Staś, bo do Targowicy przystąpił, nie może na niej zabraknąć podkanclerzego Hugona Kołłątaja, który go do tego usilnie namawiał (i sam wszak zgłaszał akces, ale go nie chcieli). Wszyscy trzej – „ksiądz” Kołłątaj i „cnotliwi” bracia Potoccy, – nota bene dwaj kolejni Wielcy Mistrzowie Wielkiego Wschodu w Polsce – plasują się niewątpliwie w zbliżonych do centrum kręgach piekielnych naszej historii. Nie tylko dlatego, że sprowokowali dwie skutkujące rozbiorami wojny 1792 i 1794 roku – najwyraźniej kierując się zasadą: jeśli Polska nie ma być nasza, wedle naszych zasad skrojona, to równie dobrze może jej w ogóle nie być. Także dlatego, że ponieśli największe zasługi na rzecz światowej rewolucji na froncie edukacyjno-wychowawczym – kładąc podwaliny antykatolickiego w swej istocie, a etatystycznego co do zasady, systemu Komisji Edukacji Narodowej, kontynuowanego przez Komisje Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego już w latach królestwa kongresowego.

Przeprowadzone przez nich „reformy” szkolnictwa, co do pryncypiów i efektów mają tylko jedną analogię: „walka z reakcją” w polskich szkołach i na uniwersytetach na przełomie lat 40. i 50. XX w.

Warto pamiętać, że jako pisarze polityczni, autorzy sztandarowych dzieł propagandowych: „O ustanowieniu i upadku konstytucji 3 maja” (spółki autorskiej Hugona, Ignacego et consortes, majstersztyk zakłamywania historii na gorąco), czy „Podróż do ciemnogrodu” (autorstwa Stanisława Kostki, lektura obowiązkowa z kanonu polskiego postępactwa) są oni również pionierami nowoczesnej wojny ideologicznej, czarnego „pi-aru”. Doprawdy trudno przecenić niszczycielskie zasługi całej tej trójcy spod ciemnej gwiazdy w walce z Kościołem i Polską katolicką.

Miejsce dla zbrodniarza

Druga grupa rzucająca się w oczy w rankingu „najgorszych”, to silna reprezentacja peerelowskich dygnitarzy z sowieckiego nadania i bohaterów z sowieckiego panteonu. Rażąca jest absencja w tym składzie Wojciecha Jaruzelskiego. Rozumiem, że autorzy rankingu przyjęli kryterium kwalifikujące wyłącznie nieboszczyków – szlachetnie zakładając, że wszak żyjący mają zawsze szansę rehabilitacji.

A jednak umieszczanie obok siebie dwóch panów na „G” – Gierka i Gomułki – a pomijanie Jaruzelskiego, zwłaszcza w kontekście niedawnego wyroku w sprawie Grudnia ’70, zakrawa na dezinformację. Wszak to Jaruzelski, który był wówczas szefem MON, odegrał w planowaniu i egzekucji zbrodni grudniowej kluczową rolę. Warto też zauważyć, że Jaruzelski faktycznie obalił zarówno Gomułkę jak i Gierka. Nie sprostali oni bowiem wysokim wymaganiom stawianym przez Moskwę. Najwyraźniej zaś Wojciech Jaruzelski tym wymaganiom sprostał. Pozostaje on zatem najbardziej zasłużonym dla sowieckiej i postsowieckiej racji stanu, zdrajcą i sprzedawczykiem.

Całym życiem Jaruzelski – kimkolwiek ten człowiek tak naprawdę jest – służył interesom Moskwy w Polsce. Nie wolno zapominać, że jest on bezdyskusyjnie zbrodniarzem w dwojakim tego słowa znaczeniu. Z jednej strony odpowiada po prostu za śmierć szeregu ludzi – patriotów pomordowanych w latach 40. i 50., kiedy to jako TW „Wolski” wysługiwał się sowietom na froncie „walki z reakcją”; winien jest niewątpliwie tzw. sprawstwa kierowniczego, a więc i ofiar (polskich i czeskich) inwazji na Czechosłowację 1968, Grudnia 1970, Grudnia 1981 i lat następnych.

Ale z drugiej strony jest też Jaruzelski zbrodniarzem w rozumieniu norymberskim. Co to znaczy? Otóż Jaruzelski przez znaczną część swojego życia brał udział w planowaniu i przygotowywaniu, ni mniej, ni więcej, trzeciej wojny światowej. Jako lojalny podwładny sowieckiego ministerstwa obrony narodowej (w strukturze tzw. Układu Warszawskiego szef MON PRL wiceministrowi MON ZSRS) dopuszczał się zatem planowania wojny napastniczej, co jako zbrodnia przeciw ludzkości w Norymberdze słusznie kwalifikowało na szafot, a co najmniej do więzienia. Że już o innych zasługach Jaruzelskiego w sowietyzacji Polski nie wspomnę. Doprawdy warto w rankingu PCh24.pl zrobić wyjątek dla tego arcyłotra.

Super-bohaterowie

Ostatnie spostrzeżenie na marginesie rankingu „najgorszych Polaków” może się komuś zda klasycznym przypadkiem „wożenia drzewa do lasu”. Oto bowiem namawiam Szanownych Redaktorów katolickiego portalu na to, by ci najgorsi nie przesłaniali najlepszych – by zdrada i zaprzaństwo nie były prezentowane jako główny, ani jedyny wątek naszych dziejów.

Nie jestem, co chyba oczywiste, zwolennikem przedwczesnego „spuszczania zasłon miłosierdzia”, zanim się widownia dobrze nie zorientuje, kto jest kto i co było grane. Nic podobnego – dlatego też chętnie, jak widać, do Waszego rankingu dorzucam moje trzy grosze.

Ale niech oszustów, łajdaków i zbrodniarzy stanu nie spotyka więcej ten honor, żeby trafiwszy na afisz zajmowali całą jego powierzchnię. Pamiętajmy więc przede wszystkim o prawdziwych bohaterach, ludziach mądrych, uczciwych, szlachetnych, którym zawdzięczamy fakt, że możemy sobie oto po polsku czując i mówiąc, a po katolicku myśląc i wartościując konstruować jeszcze jakieś rankingi.

Jacyż więc są ci pozytywni bohaterowie naszej historii? Tutaj odpowiedź jest nadzwyczaj prosta: to jest poczet polskich świętych i błogosławionych Kościoła. Na szczęście w ponad tysiącletnich dziejach Polski zdarzyły się takie perły w każdym stuleciu. I trzeba rozstać się z oświeceniową praktyką sekularyzacj historii – trzeba przestać traktować żywoty świętych jako margines dziejów, jako jakąś „olimpiadę dla niepełnosprawnych”. Bo to nie margines bynajmniej, ale głowny nurt.

Na czele zatem długiej listy naszych bohaterów pozytywnych widzę dwóch duszpasterzy i intelektualistów, którzy ponieśli śmierć męczeńską. Pierwszy super-bohater: św. Maksymilian Kolbe – każdy pamięta historię jego męczeństwa, ale nie każdy pamięta dwa doktoraty i jego wizję ewangelizacji przy wykorzystaniu najnowocześniejszych wynalazków. Św. Maksymilian interesował się wszak lotami w kosmos i telewizją. Dzisiaj to nic nadzwyczajnego, ale pamiętajmy, że przed II wojną światową takie zainteresowania nie były wcale oczywiste.

Gdyby już za jego pracowitego życia zaczął rozwijać się Internet, to przypuszczam, że Święty byłby jednym z pierwszych jego użytkowników. Program czy raczej plan akcji św. Maksymiliana nie tylko nie traci na aktualności, ale – o zgrozo – nabiera wciąż nowej: tylko wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny oddalić może śmiertelne niebezpieczeństwo, które sprowadzają na świat nieprzyjaciele Boga i Kościoła. A nie działają oni w pojedynkę – wiedział o tym św. Maksymilian, od kiedy sto lat temu w Rzymie oglądał na własne oczy czarną procesję tamtejszych lóż masońskich.

Drugi męczennik-intelektualista, drugi niezawodny patron na nasze czasy, to św. Andrzej Bobola. Podobnie, jak w wypadku św. Maksymiliana, wielu pamięta o jego męczeńskiej kaźni, ale warto przypomnieć, że to on właśnie jest autorem tekstu lwowskich Ślubów króla Jana Kazimierza. To właśnie św. Andrzej napisał te być może najważniejsze słowa wypowiedziane kiedykolwiek przez polskiego monarchę. Powinien je zresztą dobrze przeczytać i zapamiętać każdy mąż stanu, i każdy polski państwowiec.

Zatem św. Maksymilian Kolbe i św. Andrzeja Bobola otwierają ex-equo listę najlepszych z najlepszych Polaków. Ale wszyscy inni nasi święci i błogosławieni, a także polscy słudzy Boży, których Kościół wyniesie może jeszcze kiedyś na ołtarze (jak, mam nadzieję, ks. Piotra Skargę) – wszyscy oni także stanowią niezawodne punkty odniesienia – i to nie tylko w czasach, w których żyli, ale już na zawsze. Są oni i dziś drogowskazami, dzięki którym łatwiej się orientować w meandrach polskiej historii.

Dodany do Bez kategorii | 8 komentarze/y

O Bronisławie Komorowskim 18.12.2014

Dodany do Video | Otagowany: | 28 komentarze/y

W Tarnowie z innej perspektywy…

„Układ Jaruzelski-Geremek”

„Zbliża się wojna chińsko-amerykańska”

„Pierwszym aktem III wojny światowej był 10 kwietnia 2010 r.”

Dodany do Video | 147 komentarze/y

„Globalny Spisek i Żydzi”

Dodany do Audio | 5 komentarze/y